Join for FREE | Take the Tour Lost Password?
Shop deviantART for the
holidays and save BIG!
Click here! :holly:
[x]

deviantART

:omfg:
 

Danio III i IV by ~EightUp:iconEightUp:



III

I don't want a lot for chrismas, there is just one thing I need… - dudniło w głowie Danio.
I don't care about the presents…
Była w czyimś domu.
Underneath the chrismas tree.
W jakimś salonie. I stała tam choinka… miałą tyle kolorowych lampek… I wisiały na niej pierniczki.
I just want you for my own… - zawodziła dalej Mariah Carey.
A przy choince stał.. Nie kto inny, jak sam Kapitan Jack Sparrow. W odświętnym stroju, tylko lekko przybrudzonym. Danio spojrzała na siebie. Też była w odświętnym stroju.
More than you could ever know…
" Kochanie, barszczyk" – zawołała z kuchni jej mama. Weszła do pokoju z miską zupy i stanęła gwałtownie na widok Jacka.
Make my wish come truuuuuuuuuuuuuue……
Miska wypadła jej z rąk.
All I want…
"Co to za brudas?!!" – krzyknęła oburzona.
… for christmas….
Przełknęła głośno ślinę.
….Iiiiiiiiiiiss….
"Mamo, to Jack."
….Yoooouuuuuuuuu….
Zadzwoniły radosne dzwonki rozpoczynające szybszą część piosenki. Danio poczuła mocne szarpnięcie, wszystko wokoło zawirowało i znalazła się w białym pomieszczeniu.
I don't want a lot for christmas, there is just one thing I need! Zaśpiewała głębszym głosem pani Carey.
Danio zauważyła, że jest idiotycznie ubrana I tańczy.
I don't care abort the presents underneath the chrismas tree!!
W pomieszczeniu zmaterializował się Jack Sparrow.
I don't need to hang my stocking..
Mariah odwróciła się i zaczęła kroczyć powoli w kierunku Danio.
…there upon the fireplace.
Cały czas śpiewała wesoło, ale brwi miała złowrogo zmarszczone.
Santa Claus won't make me happy with a toy on christmas day!
Chwyciła w rękę mikrofon i podchodziła coraz bliżej, a razem z nią grupka jej tancerek. Stawiały kroki do rytmu.
I just want you for my own..
Danio była coraz bardziej przerażona.
… Mooooooooooore than you could ever know…
Jack krzyczał coś z tyłu, ale zagłuszała go muzyka. Piosenkarka uniosła mikrofon.
Make my wish come truuuee.
Kolorowe światła błyskały wszędzie dookoła, i było tu pełno krasnali.
All I want for chrismas, is you!!!
Na te słowa Mariah Carey zamachnęła się, by wymierzyć jej ostateczny cios, ale z nikąd pojawił się za nią Jack Sparrow, i to on oberwał.
Muzyka ucichła i nastała dramatyczna cisza. Mariah rzuciła mikrofon w bok, rozległ się okrzyk bólu jednej z tancerek, ale nikt nie zwracał na to uwagi. Piosenkarka upadła na kolana.
Natomiast Danio poczuła bardzo mocno, że chce jej się siku.

IV

Czerwony skorupiak przechadzał się po plaży. Mało kto w dzisiejszych czasach wie, że skorupiaki linieją. Znaczy się zrzucają swój pancerz. Czerwony skorupiak, który właśnie przechadzał się po plaży, był bardzo wesoły, bo niedawno wyliniał. Miał więc nową skorupę. Był tym tak uradowany, że nie zauważył dziewczyny leżącej plackiem na brzegu jego wyspy, która rzekomo była bezludna, i podreptał dalej.
Danio otworzyła powoli oczy. Czuła, że w ustach ma sporo piasku. I soli.
Powoli, informacja po informacji, docierało do niej to co się stało.
Leżała na brzegu, więc woda przy każdej fali wlewała jej się do nosa. Wyczołgała się więc dalej, a potem zasnęła.
Śniły jej się mikołaje tańczące wokół niej taniec hula przy okrzykach „ho! ho! ho!", podczas kiedy ona leżała na świątecznym stole w galarecie z warzywami.
- Dzieńdobry – usłyszała głos dochodzący gdzieś z oddali. – Halo. Halo.
Bez pośpiechu otwarzyła oczy. Zobaczyła mężczyznę, około 40-letniego, z pokaźną brodą. Był brudny i śmierdział.
- Dobrze się czujesz?
- Ne – odparła szczerze i wypluła piasek z buzi.
- Jestem Robinson – przedstawił się mężczyzna. – A to jest Piętaszek.
- Danio.
Dopiero teraz zauważyła za jego plecami jakiegoś czarnego wypłosza. Patrzył na nią wyłupiastymi oczami.
- Witać – odezwał się grzecznie po dłuższej chwili.
Danio skinęła głową.
- Choć ze mną, dam ci jeść.
Wstała zataczając się i szła w milczeniu z Robinsonem Cruzoe i Piętaszkiem.
- Muszę siku – przerwała w końcu milczenie.
- Mieć kibel – zawołał Piętaszek.
- Kibel?
- Na siku – odparł dumnie.
Milczała więc. Po kilkunastu minutach dotarli do ich obozu.
- To gdzie ten kibel?
Robinson pokazał jej kierunek. Weszła w las i przez dziesięć minut szukała toalety. W końcu wpadła na drzewo z zawieszoną na gałęzi tabliczką „KIBEL". Załatwiła więc się, w końcu dobre i to. Przez następne piętnaście minut wracała.
W obozie Robinson przygotował dla niej jakieś zupełnie nie znane jej z nazwy owoce. Usiadła wygodnie i zaczęła konsumpcję.
- Co tu robisz? – spytał nieco skrępowany Cruzoe.
- Szukam Pacanowa – przyszło jej do głowy.
Zapadła niezręczna cisza.
- No to nie znajdziesz. Z tej wyspy nie ma ucieczki.
Wymienił porozumiewawcze spojrzenie z Piętaszkiem.
- Pyzatym są tamci.
- Tamci?
- Tak. I jest też bunkier, gdzie chodzimy na przemian z Piętaszkiem. Jest w nim komputer, trzeba tam codziennie pisać numer i wciskać enter.
Danio zakrztusiła się owocem.
- A jak nie to co się stanie? – spytała rozbawiona.
Robinson wzruszył ramionami. Oboje z Piętaszkiem byli śmiertelnie poważni.
- Właściwie, to dzisiaj moja kolej – zauważył Robinson. – Powinienem już iść.
Zerknął na swój lewy nadgarstek, po czym postawił na nim wskazujący palec prawej ręki i sprawdził, gdzie pada cień. *
- Tak, na mnie już czas. Zostawiam cię z Piętaszkiem.
Po czym zniknął w lesie. Przez dłuższy czas obydwoje milczeli.
- A ty, skąd się tu wziąłeś? – spytała wreszcie Danio.
- Historia to długa – stwierdził. Po chwili zastanowienia zaczął opowiadać – Moja pra-pra-pra dziadek, razem ze swoim brat, zrobili maszyna. Samolot. Oni latać samolotem, latać i latać, daleko nad oceanem, aż wreszcie się rozbić. Tu, na ta wyspa. Oni założyli tu plemię – bo zawsze chcieli być indianinami – jeden się nazwał Wright Mówiący Do Ręki, a drugi Wright Wielka Stopa. Piętaszek nie wiedzieć jak, ale ich plemię się rozrastać. Stać się dzikie. Pewnego dnia urodzić się ja.
Pięć lata temu, na nasza wyspa spadł samolot. Następna! Samoloty często tu spadać, ale nigdy nikt nie przeżywać. A tym razem człowiek przeżył – Robi przeżył. A ja się akurat wtedy pokłóciłam z plemie me, bo oni zabić chieć go. No to ja się przyłączyć do Robiego i mu pomagać. W tym czasie moje plemie ogłupnąć jeszcze bardziej. Oni być źli.
Piętaszek nie lubić ich.
Wyraźnie jego niewielki móżdżek zmęczył się tym wywodem, więc odetchnął gdy tylko skończył.
- Czyli tamci to twoje stare plemię?
- Tak. Tamci być bardzo źli – dodał po chwili.
©2009 ~EightUp
:iconeightup:

Author's Comments

* :iconbziulka: , tak wiem co napiszesz xdd

Część pierwsza: [link]
Materiał pomocniczy do tej części: [link]

Comments


love 0 0 joy 0 0 wow 0 0 mad 0 0 sad 0 0 fear 0 0 neutral 0 0
:iconbziulka:
Jestem wzruszona, mój zegarek się tu pojawił T________T

PS. Nie zapomnij o modzie na sukces :D

--
Music is inconspicuous dance.
Dance is inaudible music.
:iconeightup:
oh no, fakt xd
beda w nastepnej czesci xd
haa nawet juz mam pomysl ; D

--
I would believe only in a God that knows how to dance.
:iconbziulka:
niah niah ^^

--
Music is inconspicuous dance.
Dance is inaudible music.

Details

November 8
9.0 KB

Statistics

3
0
13 (0 today)
1 (0 today)

Share

Link
Thumb

Site Map