Join for FREE | Take the Tour Lost Password?
Shop deviantART for the
holidays and save BIG!
Click here! :holly:
[x]

deviantART

:omfg:
 

Danio cz. I i II by ~EightUp:iconEightUp:



I   

Siedziała w głębokim fotelu i powoli jadła kalafiora. W pokoju był bałagan. Mniej więcej taki, jaki zrobiłoby stado zebr biegnących do wodopoju, ale to teraz nie istotne. Ktoś zapukał do drzwi i nie czekając na "proszę" wpadł do pokoju. Danio, bo tak miała na imię nasza bohaterka z kalafiorem, powoli odwróciła wzrok na Davida Coperfielda.
- Musisz uciekać - wydyszał. - Przybył.
Następnie dygnął, schował się za zasłonkę i zniknął, pozostawiając tylko chmurę dymu.
Co za idiotyczny dzień, pomyślałą Danio. Najpierw przez całą noc nie mogła spać, bo kapało z kranu w kuchni. Nie wiedziała jak to możliwe, ale słyszała ten irytujący dźwięk nawet trzy pokoje dalej kiedy zamknęła drzwi i przycisnęła poduszkę do ucha. Dopiero nad ranem wpadła na to, by położyć na dnie zlewu szmatkę. Nie mogła już zasnąć, więc wstała, umyła zęby i poszła po bułki i kalafior. Kiedy wracała do domu, poślizgnęła się na skórce od banana. Całe przedpołudnie zastanawiała się, co za idiota rzuca pod siebie resztki owoców i knuła jakby się zemścić. Kiedy rozważała, czy nie schować się gdzieś żeby rzucać w przechodniów melonami, zorientowała się, że nie ma tu żadnych przechodniów. Mieszka sama na tej wyspie. Jednocześnie zdała sobie sprawę, że to ona musiała zostawić na ziemi skórkę od banana, co było niemożliwe, bo nie cierpiała bananów. W zwiąsku z tym, jej podejrzenia padły na Davida, ale on stosuje dietę (na cerę), która zabrania spożycia bananów. Więc..
Chihahua.
Ocknęła się z zamyślenia i szybko zaczęłą zbierać podrzebne rzeczy do reklamówki ekologicznej, po czym wybiegła ze swojego domu na drzewie, zbiegła schodami, przebiegła gaj oliwny, wbiegła na ulicę po czym biegła dalej chodnikiem, podbiegła do do murka, nabiegła na niego i wyskoczyła na plażę. Nagle stanęła gwałtownie słysząc za sobą piskliwe szczeknięcie. Obróciła się na pięcie i spojrzała w wielkie oczy najmniejszego psa na świecie. Szczerze nienawidziła psów. Nienawidziła ich zębów, pazurków i tego że linieją. Nienawidziła ich karmy ani kształtu misek. Wyjęła z torby kalafior, ostatni, cóż, i rzuciła nim w chihahue. Bądź chihahuae. Właściwie nie wiem jak to się pisze. Może i wybrałam głupią rasę, powinnam ją zmienić na labradora czy coś takiego, cziułała od zawsze była dla mnie zagadką, ale chciałam mieć w swoim opowiadaniu coś psychopatycznego. Bo co za idiota ucieka przed labradorem do Egiptu.
W czasie tej krótkiej dygresji nasza bohaterka zdążyła już wsiąsć na jacht i podjąć pierwszą próbę uruchomienia silnika. Widziała, niczym w zwolnionym tępie, chihahue (cholera) pędzącego w kierunku łódki. A silnik wciąż nie działał...
- Żagle! - krzyknął ktoś.
Danio odwróciła się, ale zobaczyła tylko od tyłu jakiegos gościa w obdartym stroju, z kupą dredów na głowie, stojącego przy sterze i obserwującego horyzont.
Zapanowała chwila niezręcznej ciszy, zanim Jack Sparrow zorientował się, że na pokładzie nie ma nikogo, oprócz niego i dziewczyny.
- Jack Sparrow? - zapytała Danio zdezorintowana.
- Nie.
- Jak to nie?!
- Kapitan Jack Sparrow, słonko..
W chwili, gdy chihahua był już gotowy by wskoczyć na łódkę, silnik zaskoczył i jacht wystrzelił na przód. Danio patrzyła na psa który wpadł do wody. Po chwili wyszedł na most, otrzepał się, i spojrzał na nią wzrokiem z seri "pożałujesz". Obserwowała z niedowierzeniem ja się oddala i zachodziła w głowę skąd tyle znanych postaci pojawiło się dzisiaj w jej życiu.
Tymczasem silnik zgasł.
- Pomożesz mi? - spytał Kapitan Jack Sparrow zirytowanym głosem Johny'ego Deppa.

II

Godzinę później żagle stały, Kapitan Jack Sparrow gryzdał jakieś wzorki po mapie a Danio zajęła się rozwiązywaniem sznurków, których nazwy pamiętała jeszcze pięć minut temu.
- Eureka - mruknął kapitan. - Mam Egipt.
- Masz może kalafiory? - spytała z nadzieją Danio.
Spojrzał na nią tępo.
- Mam banany.
Przez ostatnie pół godziny nie przepłynęli nawet pół mili. Tak przynajmniej mówił Sparrow, bo Danio była przekonana, że conajwyżej przepłyneli niecałe minus pół mili, znaczy się do tyłu. Tak czy tak była głodna. A bananów nie lubiła.
- Banany szkodzą na cerę - powiedziała, nie chcąc podpadać kapitanowi swoją wybrednością.
Jej towarzysz westchnął ciężko i wrócił do bazgrania. Danio cisnęła sznurki na drugie siedzenie, wstała, i poszła na dziób. Trzymając się liny obserwowała zachodzące słońce...
Chyba zrobiłam troche za smutną atmosferę.
Cholera.
Kapitan Jack Sparrow oderwał oczy od bazgrołów na mapie. Spojrzał na Danio. Wyjął łyżeczkę i zjadł go, bo jemu też doskwierał głód (czy to prawidłowe sformułowanie?). Uważał jednak za bezczelne zaproponowanie Danio Danio. Skonsumował je więc i oblizał łyżeczkę. Spojrzał jeszcze raz na mapę. Zalała go fala gorąca, kiedy zobaczył, że nie napisał na niej żadnych wyrazów typu "GRAFFITI", "JOŁ" i "HWDP", tylko jedno, wdzięczne słowo, otoczone tłumem serduszek.
"DANIO".
Przeszła mu przez głowę myśl, że może to z głodu, ale spojrzał na dziewczynę stojącą na dziobie, i wiedział, że nie.
Śmiało wstał od biurka odrzucając krzesło daleko w tył. Przebiegł przez całą długość łódki, chwycił Danio za ręce i rozpostarł je. Na chwilę zdezorientowała go podniosła muzyka z Tytanika, która płynęła niewiadomo z kąd. Ale długa suknia Danio falowała na witrze..
Nagle muzyka urwała się i rozległ się dźwięk.. jakby… jakby kula… armatnia? Tak, chyba armatnia… jakby… uderzyła w… statek? Albo coś w tym stylu.
Później wszystko działo się szybko. Danio przewróciła się.  Po chwili usłyszała dźwięk – coś jak „wszzzzzzzzzyt" – i zobaczyła Yodę z mieczem świetlnym na jej własnym statku. Następnie usłyszała głos kapitana okrętu pirackiego, tak przynajmniej jej się wydawało. Wydał on okrzyk do ataku, który brzmiał mniej więcej: „E RÓWNA SIĘ..?!", na co cała załoga odpowiedziała chórem: „EM CE KWADRAT!!". Zobaczyła różne znane postacie wpadające z hukiem na jej jacht. Papa Smerf odciał sznurki od żagla, który zaczął złowrogo trzepotać, a po chwili bom uderzył w głowę Bruca Willisa który padł w ramiona Marylin Monroe. W tym samym momencie Piotruś Pan wpadł pod nogi Jasiowi Fasoli, który ciął desperacko żagiel. Musieli zacząć się bronić, więc Jack Sparrow wziął miecz i zaatakował Eddiego Murphy'iego a Danio rzucił pałkę, którą ogłuszyła Stewarda Malutkiego. Była z siebie dumna, gdy ogłuszyła również królewnę Śnieżkę i Kopciuszka, które chciały udusić Kapitana. Nagle z morza wynurzył się wilki IPod, robiąc taką falę, że Danio zatoczyła się. Prawie już złapała równowagę, kiedy usłyszała za sobą charakterystyczny pomruk Edith Piaff i oberwała od niej w brzuch. Przewróciła się i zerknęła na Jacka Sparrowa. Uniknął właśnie ciosu od Bruca Lee poczym zrobił charakterystyczny dla Neo unik przed pociskami Orlando Blooma.
- Will? – spytał zdezorientowany, ale w tym momencie dostał ostateczny cios z półobrotu zadany przez Chucka Norrisa i padł na ziemię. Danio widziała jeszcze potwora z Loch Ness wynurzającego się gdzieś w oddali… a nawet dwa.. dwa potwory… i znów jeden… A potem straciła przytomność.
W przebłysku świadomości usłyszała jeszcze przeraźliwy krzyk Mariah Carey „Johny!" i jej rozpaczliwy śpiew „all I want for chistmas…. iiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiis…. youuuu….". Wiedziała, że jej ukochany nie żyje.
©2009 ~EightUp
:iconeightup:

Author's Comments

efekt nudy. ^^

Część druga: [link]

Comments


love 0 0 joy 0 0 wow 0 0 mad 0 0 sad 0 0 fear 0 0 neutral 0 0
:iconbziulka:
Hahaha :D
Dobre, ja ce więcej! xD

--
Music is inconspicuous dance.
Dance is inaudible music.

Details

November 8
10.2 KB

Statistics

1
0
18 (2 today)
1 (0 today)

Share

Link
Thumb

Site Map